Wyobraź sobie świat umów w sprawie zamówień publicznych, w którym:
- zamawiający ogranicza katalog kar umownych do przewinień faktycznie istotnych z perspektywy jego interesu,
- kary umowne mają poziom rynkowy,
- zamawiający sam nakłada na siebie kary umowne,
- nie odpowiadasz za naruszenia umowy przez Ciebie niezawinione,
- masz pewność jaki wolumen dostaw, usług czy robót realizowanych NA PEWNO zamawiający zamówi w oparciu o waszą umowę, przez co znasz szacunkowy efekt skali i możesz odpowiednio wcześniej ułożyć swoje procesy z dostawcami, producentami, etc.,
- procedury odbiorowe przebiegają sprawnie – zamawiający ma konkretny czas na wniesienie uwag, po którego bezskutecznym upływie następuje często domniemanie odbioru,
- zgłaszanie uwag do przedmiotu zamówienia nie jest „koncertem życzeń” zamawiającego,
- odbiór nie musi być „bezusterkowy”,
- by wystawić fakturę VAT nie musisz dysponować protokołem odbioru bez uwag,
- nie spoczywają na Tobie konsekwencje błędów Twojego publicznego klienta popełnionych jeszcze przed zawarciem umowy (np. wady dokumentacji projektowej)….
Brzmi utopijnie? Bynajmniej.
Może powiesz zatem: „OK, wiadomo, że tak być powinno, ale to tylko teoria”. Czy aby na pewno?
Jeżeli uważasz, że sprawiedliwe zapisy umów z zamawiającymi to zawsze fikcja, pamiętaj, że każde z wymienionych twierdzeń znajduje odzwierciedlenie w orzecznictwie KIO lub sądów. KAŻDE. A w tej sytuacji fikcja staje się rzeczywistością.
Dlaczego miałbyś nie powalczyć o jakość swojego kontraktu publicznego? Mogłeś to robić zawsze, ale dziś masz w nowym PZP dużo skuteczniejsze, dodatkowe narzędzia. I nie mówię wyłącznie o klauzulach abuzywnych z art. 433 Prawa zamówień publicznych.
Każdy ma prawo narzekać na umowy. Ale czy nie lepiej wziąć spraw w swoje ręce? Tego Ci życzę i trzymam za Ciebie kciuki. Zamawiający raczej za Ciebie tego nie zrobi….






{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }