Damian Michalak

radca prawny

Pomagam wykonawcom w skutecznym ubieganiu się o zamówienia publiczne i chronię ich interesy w sporach z zamawiającymi.
[Więcej >>>]

WZORY DOKUMENTÓW WYKONAWCY

Witaj w nowym roku! Patrząc z perspektywy zawodowej – nieco symbolicznym:) W końcu jest to ostatni rok obowiązywania aktualnej ustawy Prawo zamówień publicznych. Za rok obudzimy się już w zupełnie nowej rzeczywistości zamówieniowej. I jestem pewien, że dużo lepszej.

Przed wszystkimi uczestnikami rynku naprawdę sporo wyzwań związanych z przyswojeniem nowy przepisów (i elektronizacji po nowemu). Ale czy patrząc na nadchodzące zmiany nie można powiedzieć, że będzie to przyjemna i niosąca nadzieję nauka?:) W końcu czeka nas m.in.:

  • likwidacja obowiązkowego wadium,
  • zmniejszony rygor zabezpieczenia należytego wykonania umowy,
  • skuteczniejsza waloryzacja wynagrodzeń wykonawców,
  • odformalizowanie przetargów krajowych,
  • sprawiedliwsze umowy w większym stopniu szanujące słuszne interesy wykonawców.

I wiele innych! Liczę zatem na spotkanie z Tobą co najmniej na jednym ze szkoleń poświęconych nowej ustawie Pzp.

PS: Na każde wyzwanie i ciężką pracę zawsze warto się dobrze przygotować. Także mentalnie. Jeśli chodzi o mnie, to dopinam właśnie swoją walizkę i wybieram się na narty. Tydzień jazdy w pełnym słońcu na pewno pozwoli naładować przysłowiowe baterie:)

Pod swoją nieobecność polecam Ci śledzenie najnowszych doniesień z Sądu Najwyższego. Zajmie się on bowiem wkrótce rozważeniem odpowiedzi na bardzo ciekawe pytanie: czy można zastrzec karę umowną wykonawcy z tytułu opóźnienia w zapłacie wynagrodzenia podwykonawcy?

Temat od dawna jest kontrowersyjny – w końcu Kodeks Cywilny pozwala nakładać kary umowne wyłącznie na wypadek niewykonania lub nienależytego wykonania świadczeń NIEPIENIĘŻNYCH.

Jeśli SN uzna, że ww. praktyka jest niedopuszczalna, wymusi to zmiany wielu umów o zamówienia publiczne, a ukaranym wykonawcom otworzy roszczenia o zwrot zapłaconych kar.

Zatem, trzymajcie rękę na pulsie….;)

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 660 337 223e-mail: d.michalak@dmkancelaria.pl

Wesołych Świąt!

Damian Michalak23 grudnia 2019Komentarze (0)

Dużo zdrowia, mnóstwa radości, wszelkiej pomyślności, sukcesów na każdym polu, a także…

samych zwycięskich przetargów,

wyrozumiałych zamawiających,

mądrych umów,

przyjaznej elektronizacji,

miłej przygody intelektualnej z nowym PZP

i dużo uśmiechu na co dzień!:)

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 660 337 223e-mail: d.michalak@dmkancelaria.pl

Z cyklu szybkich rozmyślań przedświątecznych…

Czy aby udostępnić wiedzę i doświadczenie trzeba zostać podwykonawcą?

No właśnie – dla wielu odpowiedź jest oczywista, dla innych już niekoniecznie. Jedno jest pewne – Prawo zamówień publicznych wprowadza prostą zasadę: jeśli powołujesz się na cudze zasoby w zakresie warunków udziału w postępowaniu, musisz zapewnić sobie rzeczywisty dostęp do tych zasobów. A jeśli pożyczasz zdolności nierozerwalnie związane z danym podmiotem (wykształcenie, kwalifikacje zawodowe lub doświadczenie), powinieneś dodatkowo zapewnić, by podmiot ten zrealizował roboty lub usługi do wykonania których te zdolności są wymagane.

Nie o referencje zatem tu chodzi, a o kompetencje, które się za nimi kryją.

Pojawia się jednak pytanie – w jakiej formie wspomniany podmiot trzeci udostępniający swoją zdolność zawodową powinien ją realnie udostępnić? A mówiąc wprost – czy musi być podwykonawcą?

Bardzo wiele orzeczeń KIO mówi, że musi, ale od pewnego czasu w orzecznictwie przebija się bardziej liberalna koncepcja. Taka, która dostrzega, że biznes to ludzie. A jeśli tak, to nośnikiem pożyczanego doświadczenia wcale nie musi być firma, która je nabyła, ale także osoby, które do realizacji danego zamówienia były zaangażowane. Przykładowo: kierownik budowy kierujący robotami, o których mowa w referencjach.

Ciekawie, prawda?

Osobiście uważam, że w większości przypadków udostępnienie wiedzy i doświadczenia będzie wymagało podwykonawstwa (a już na pewno w zakresie robót budowlanych). Niemniej, jestem w stanie znaleźć przykłady w których wspomniana bardziej liberalna linia orzecznicza mogłaby być zaakceptowana (np. pozyskanie dostępu do wszystkich członków zespołu ludzi zaangażowanych wcześniej w zamówienie na usługi doradcze z pominięciem firmy w której są/byli oni zatrudnieni).

Jak widzisz, KIO pozwala nam czerpać z bogactwa swoich orzeczeń na różne sposoby:)

A jakie jest Twoje zdanie na ww. temat? Jeśli chcesz, możesz podzielić się swoimi przemyśleniami w komentarzu lub bezpośredniej wiadomości.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 660 337 223e-mail: d.michalak@dmkancelaria.pl

Doradzając w sporach pomiędzy wykonawcami a zamawiającymi na etapie realizacji zamówienia, dość często spotykam się z niezgodnością stron co do tego, którą z nich obciążają pewne nieścisłości i braki w opisie przedmiotu zamówienia.

Logika wskazywałaby, że zamawiającego. W końcu to on ma za zadanie opisać przedmiot zamówienia w sposób jednoznaczny, wyczerpujący, zrozumiały i uwzględniający wszelkie informacje ważne z punktu widzenia oferenta. Tymczasem, na etapie sporów sądowych i pozasądowych na tym gruncie, organizator przetargu wdzięcznie informuje wykonawcę, że:

„widziały gały co brały”

„jeżeli SIWZ był niejasny, trzeba było zadać pytanie”

„to wykonawca jest profesjonalistą i się zna – powinien więc przewidzieć…”

Niemiło, prawda? Pół biedy, gdyby takie stanowisko zamawiającego łagodził sąd. Tymczasem niektóre składy orzekające zdają się nie dostrzegać odrębności Prawa zamówień publicznych i orzekają wyłącznie na gruncie Kodeksu Cywilnego (bo tę ustawę akurat znają), co w uprzywilejowanej sytuacji stawia zamawiającego.

Wśród argumentów przytoczonych powyżej, pojawia się też często argument dodatkowy. WIZJA LOKALNA.

Czy zamawiający może wymagać odbycia wizji lokalnej przez wykonawcę?

Na gruncie aktualnych przepisów Prawa zamówień publicznych, zamawiający może wizję lokalną miejsca realizacji zamówienia rekomendować. Nie może jednak jej wymagać od oferenta na etapie postępowania o udzielenie zamówienia.

Dziś chciałbym zwrócić Twoją uwagę na to, że od 2021 r. nowe przepisy PZP zmienią zasady gry dotyczące wizji lokalnej. Otóż, jeśli zamawiający poczuje, że odbycie wizji lokalnej jest niezbędne i konieczne, będzie mógł jej bezwzględnie wymagać. POD RYGOREM ODRZUCENIA OFERTY.

Zatem ustawodawca wprowadza nam do PZP niejako ukryty warunek udziału w postępowaniu.

Wizja lokalna a odrzucenie oferty

Czy decyzji o odrzuceniu oferty z uwagi na nieodbycie wizji lokalnej będzie dużo? Wątpię. Niejeden wykonawca oświadczy bowiem w formularzu ofertowym, że miejsce realizacji zamówienia widział, choć wcale nie musi to być prawda.

W całej sytuacji dostrzegam jednak inny problem – wprowadzenie opcji wymogu wizji lokalnej może stać się bardzo wdzięcznym narzędziem do pośredniego przenoszenia na wykonawców ryzyk związanych z niepełnym opisem przedmiotu zamówienia.

„Byłeś, widziałeś, to teraz nie miej pretensji” – powie być może niejeden zamawiający.

Oby tak się nie stało. Pocieszające jest to, że coraz więcej składów orzekających w sądach staje w ww. sporach po stronie wykonawców. Poza tym, jeśli weźmiemy pod uwagę przewidywane w nowym PZP przepisy mające lepiej wyważyć podział ryzyk w umowie o zamówienia publiczne, sytuacja wykonawców nie musi w opisywanych sytuacjach ulec pogorszeniu. Jak będzie? Czas pokaże:)

____________________

Startujesz w przetargach i chcesz ułatwić sobie pracę? Zachęcam niezmiennie do odwiedzenia blogowej Księgarni Wykonawcy Zamówień Publicznych, gdzie znajdziesz poradniki i wzory najważniejszych dokumentów, które składane są przez wykonawców w procedurach zakupowych, a także przed KIO.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 660 337 223e-mail: d.michalak@dmkancelaria.pl

Jakiś czas temu przeczytałem, że według psychologów lenistwo leży w naturze każdego człowieka. Ba, często nawet cechuje osoby bardzo inteligentne, które wolą najpierw dłużej pomyśleć, aby się później mniej napracować. I w sumie nie sposób się temu dziwić, tylko… jak to się ma do przetargów?

Wzory dokumentacji przetargowej i ich aktualność

Wielu zamawiających, którzy często dokonują zakupów korzysta z opracowanych przez siebie wcześniej wzorów dokumentów. I dobrze – nie ma w końcu potrzeby tworzenia wszystkich dokumentów od zera, jeśli te stworzone wcześniej są sprawdzone, a przedmiot zamówienia dość typowy. Wystarczy odpowiednio dostosować zmienne elementy, jak treść umowy, OPZ, warunki udziału w postępowaniu czy kryteria oceny ofert, itd. Takie „mądre lenistwo” może jednak okazać się pułapką w sytuacji, gdy dane zamówienie nie jest tak typowe jak mogłoby się wydawać, albo – co gorsza – doszło do zmiany prawa w sposób wpływający istotnie na treść dokumentacji przetargowej.

„U nas nowelizacja się nie przyjęła….”

Jednym z momentów  w którym zamówieniowa rzeczywistość nie nadążyła za ustawodawcą jest wejście w życie przepisów o elektronicznej komunikacji zamawiających i wykonawców w procedurach „nadprogowych” (zwanych pieszczotliwie „elektronizacją zamówień publicznych”, co osobiście uważam za pojęcie ciut mylące).

W obliczu nowych wymogów, zamawiający stanęli przed wyzwaniem zaktualizowania swoich wzorcowych dokumentów (np. wzoru SIWZ). I nie ma co owijać w bawełnę – różnie im to wyszło (i nadal wychodzi). Przykład? Wzory formularzy ofertowych.

Zgodnie z art. 10a ust. 5 Prawa zamówień publicznych, w postępowaniach na zamówienie o wartości równej lub przekraczającej progi unijne, oferta powinna mieć pod rygorem nieważności postać elektroniczną, a wykonawca powinien złożyć na niej kwalifikowany podpis elektroniczny.

Proste? Niby tak, ale niejeden wykonawca nadal zachodzi w głowę, jak owe przepisy korespondować mają z dobrze znanymi i często nadal wymaganymi w formularzach „rekomendacjami” zamawiających obejmującymi np.: złożenie firmowej pieczęci, parafowanie każdej strony oferty czy wreszcie odręczne podpisanie się pod formularzem.

Niedostosowanie starego wzoru formularza do nowego prawa czy może jednak świadome i intencjonalne działanie zamawiającego? – zastanowi się wykonawca.

Postawmy się w roli takiego oferenta. Chce on przecież wykazać się należytą starannością i bezbłędnie złożyć ofertę. Wie, że elektronizacja wyklucza pieczęcie, parafki i odręczne podpisy, ale w końcu gospodarz postępowania wymaga…

Co więc robi wykonawca? Wypełnia wspomniany osobliwy formularz ofertowy treścią, drukuje, pieczętuje, parafuje, podpisuje odręcznie, skanuje, elektroniczną wersję oferty opatruje kwalifikowanym podpisem elektronicznym i wysyła do zamawiającego.

A co robi zamawiający? Albo ofertę przyjmuje albo… odrzuca za niezachowanie wymaganej formy!

Skan oferty w postępowaniu elektronicznym – kontrowersje

Kontrowersje związane z (nie)dopuszczalnością złożenia w przetargach elektronicznych skanu oferty opatrzonej kwalifikowanym podpisem elektronicznym wykonawcy rozgorzały już ładnych kilka miesięcy temu. Zapoczątkowały je pierwsze orzeczenia KIO w tym temacie wskazujące, że podpisanie e-podpisem skanu uprzednio sporządzonej na piśmie oferty ma jedynie walor kopii poświadczonej za zgodność z oryginałem, co czyni ofertę nieważną (por. wyroki: KIO 169/19 i KIO 2611/18).

Już na pierwszy rzut oka, widać było w ww. podejściu KIO nadmierny formalizm. Wiadomo, że formalizm musi cechować procedury zakupowe w sektorze publicznym, niemniej nie może być on celem samym w sobie. Stąd też nastąpiło ogromne poruszenie na rynku i mocna krytyka kształtującej się linii orzeczniczej KIO (np. w stanowisku Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji).

Efekt? Zmiana linii orzeczniczej KIO i oficjalna opinia Urzędu Zamówień Publicznych dopuszczająca skan oferty opatrzony kwalifikowanym podpisem elektronicznym jako właściwą formę w świetle wymogów PZP. Z opinią możesz zapoznać się tutaj: Dopuszczalność „skanu oferty” w postępowaniu o zamówienie publiczne.

Na ten moment nie chcę przywoływać rozległej argumentacji prawnej przemawiającej za dopuszczalnością skanów ofert z e-podpisem. Chce tylko zaznaczyć, że w pełni popieram o tezę, aby takie oferty uznawać za ważne i poprawnie złożone.

Czy opinia UZP ucina jednak wszelkie kontrowersje? Na pewno nie. Nie raz zdarzały się bowiem sytuacje w których KIO orzeka odmiennie niż nakazuje stanowisko Urzędu, a i zamawiający nie zawsze stosują się do niego.

Jak zatem postępować, by wyeliminować ryzyko odrzucenia oferty za niezgodność z art. 10a ust. 5 Pzp?

Jeżeli jesteś zmuszony lub naprawdę masz potrzebę umieścić na formularzu ofertowym parafki, pieczęcie, itd., zrób to, ale nigdy nie składaj pod formularzem własnoręcznego podpisu. Zapamiętaj – wypełniony formularz ofertowy jeszcze nie jest ofertą. O powstaniu oferty decyduje dopiero Twój podpis. Niech po raz pierwszy pojawi się on w świecie „wirtualnym” (jako kwalifikowany podpis elektroniczny), nie zaś na piśmie. Nie daj zamawiającemu pola do wątpliwości. Jeżeli formularz zawiera wyraźne pole na podpis odręczny, zwyczajnie je pomiń. A najlepiej wpisz w tym miejscu krótkie oświadczenie: „Oferta opatrzona kwalifikowanym podpisem elektronicznym”. I tyle.

Osobiście wierzę, że nowa linia orzecznicza w pełni podzieli wnioski z opinii UZP i kontrowersje w tym temacie umrą śmiercią naturalną. Niemniej, w tym momencie warto jeszcze dmuchać na zimne i przy sporządzaniu ofert elektronicznych wykazywać szczególną ostrożność.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 660 337 223e-mail: d.michalak@dmkancelaria.pl